TOP

Sibiryjskie vs uzbeckije – pielmieni w Babooshce

Zasada robienia dania, składającego się z gotowanego ciasta z wypełnieniem, z grubsza jest na całym świecie taka sama. W Polsce mamy pierogi, w Gruzji chinkali, w Uzbekistanie manty, a na Ukrainie i w Rosji – pielmieni. Przy tak zbliżonych składnikach moglibyśmy się spodziewać praktycznie takich samych dań. Nic bardziej mylnego.



Co nas przywiodło do Babooshki?

Wiedzeni pozytywnymi opiniami znalezionymi w sieci, postanowiliśmy skonfrontować się z tym cymesem. Trochę zwlekaliśmy ze zjedzeniem śniadania, więc w zasadzie zjedliśmy obiad na śniadanie. Witryna nieśmiało zdradza, co spotka nas za drzwiami. W środku znajdziemy przytulne i klimatyczne wnętrze, będące połączeniem starej izby (drewno, kafle) z dość współczesnym wystrojem (taki trochę vintage). Wschodni charakter jest podkreślony za pomocą pamiątek takich jak matrioszki, domra (taka ukraińska bałałajka), samowar itp.

Zajrzyjmy do karty

W karcie znajdziemy typowe dla kuchni ukraińskiej i rosyjskiej dania, m.in. wareniki z różnym nadzieniem, solankę, barszcz ukraiński czy Uchę rybackaję (zupę rybną). Niestety, na tę ostatnią nie było sezonu.

Pielmieni sibiryjskie vs uzbeckije

My byliśmy z góry nastawieni na pielmieni. Zróżnicowaliśmy je tylko, zamawiając je w dwóch rodzajach, aby się przekonać, jaka będzie różnica w smaku.

Pielmieni sibirysjkie i uzbeckije - widok z góry

Na pierwszy ogień poszły pielmieni sibiryjskie (18 sztuk za 24 zł), nadziane farszem z mięsa wieprzowo-wołowego. Kelner podał je na stylizowanej zastawie, fajnie wpisującej się w klimat lokalu. Pielmieni zostały wyłożone na rozpuszczone masło, posypane pietruszką i ciapnięte kwaśną śmietaną. Maczanie ich w tłustej omaście nadawało im specyficznego uroku. Na życzenie klienta jest możliwość podania pielmieni w rosole.

sibiryjskie pielmieni

Dla porównania smaków, zamówiliśmy też pielmieni uzbeckije (18 sztuk za 26 zł) z farszem z mięsa baraniego.

W obu przypadkach ciasto było mięciutkie, elastyczne i dobrze wyrobione, czyli takie, jakie być powinno. Farsz rozpływał się w ustach. Dobra była też proporcja nadzienia do ciasta (było go dużo). Jednomyślnie stwierdzamy, że nadzienie wieprzowo-wołowe (pielmieni sibiryjskie) wypada zdecydowanie lepiej i bardziej wyraźnie niż nadzienie baranie (pielmieni uzbeckije). Baranina to dosyć specyficzne mięso, dlatego, żeby podkręcić nieco jej smak, podsypaliśmy je pieprzem, którzy niestety okazał się zwietrzały.

Czuć, że pielmieni były robione prze kogoś, kto ma o tej kuchni pojęcie

Generalnie zapamiętaliśmy pielmieni jako bardzo smaczne danie.

A na deser…

syrniczek (12 zł). Nazwa deseru może kojarzyć się z ciastem, jednak okazuje się on twarogiem na ciepło, polanym miodem, posypanym cukrem pudrem i podanym z dwoma rodzajami śmietany: słodką i kwaśną (opcjonalnie inna polewa). Trzeba przyznać, że wizualnie się to świetnie prezentuje. Na plus zasługuje to, że sercem deseru jest prawdziwy mielony twaróg, a nie ser z wiaderka. Sam ser w smaku nie wyróżniał się jakoś specjalnie, raczej smakował jak lekko kwaśny twaróg. Miód go mocno osładzał, podobnie jak cukier puder. Smak może nie jest szczególnie do zapamiętania, ale może przypaść do gustu tym, którzy lubią bardziej naturalne składniki i smaki.

Byliśmy nastawieni na napicie się prawdziwego czaju we wschodnim stylu. Nie znaleźliśmy w karcie takiej opcji. Zamiast niej były raczej zwyczajne napoje, nie za bardzo wyróżniające się. A nam marzyło się napicie dobrego czaju z cytryną i konfiturami. Chcieliśmy więc sprawdzić coś nietutejszego. Padło na lemoniadę gruzińską o smaku gruszkowym (0,5 l za 11 zł). Czuć tu gruszkę, ale raczej niezbyt naturalną. Jak na kategorię bardzo słodkich napojów to da się wypić, nie spodziewajmy się jednak odnaleźć w niej jakichś szczególnych cech, które przybliżą nam Gruzję.

Babooshka

Grójecka 18/20, Warszawa

Babooshka na FB

Mapka:



 

«
»